Kurs Szkolenia Rezerw


unitarka

wojskowe życie

praktyki

galeria

dźwięki

twórczość Cezarego


Ćwiczenia wojskowe w rezerwie


8 Batalion Saperów Marynarki Wojennej w Dziwnowie


Kurs Przeszkolenia Kadr Rezerwy Dowódców Kompanii Zmechanizowanych


Oficerskie pagony


Mianowanie na pierwszy stopień oficerski Wojska Polskiego



Wojskowe życie




Po powrocie z urlopów nasze życie uległo zmianie. Zajęcia do 14.30, apel, 15 obiad i róbta co chceta. Zdarzały się nieliczne wyjątki ze mieliśmy  po obiedzie jakieś zajęcia ale było to naprawdę sporadyczne. Na posiłki udawaliśmy się sami całą drużyną bez nadzoru plutonowych, a w późniejszym okresie w luźnych grupkach. Po raz pierwszy miałem okazje "zasmakować" służby dyżurnego. Czekała nas także służba wartownicza!. Podczas tego miesiąca na własnej skórze przekonałem się jak męczące i nudne mogą być obowiązkowe wykłady. Naprawdę spędzenie 8 godzin na w sali było bardzo meczące. Najbardziej meczących wykładowców nazywaliśmy „zaklinaczami węży” Zdążyłem znienawidzić „pentagon”. Kilka razy także zabłądziliśmy w jego zawiłych korytarzach. Jedynym plusem tych zajęć było to ze nauczyłem się spać dosłownie w każdej pozycji nawet na oczach prowadzącego.

Nasza drużyna zasłynęła z oryginalnego wykonania piosenki "Histori jednej znajomości". Nie dość ze piosenka ta nijak nie pasowała to żołnierskiego życia, to jeszcze po każdym refrenie "Biały" po naszym "szalalalala dorzucał swoje "paum". Przez ta piosenkę nasz kapitan wylądował na dywaniku u kierownika Kursu, za co mieliśmy oczywiście przechlapane. Ale zyskaliśmy także życzliwość podchorążych WSO, którzy jeszcze z taka "żołnierska" piosenka się nigdy nie spotkali.

Wkońcu doczekaliśmy się także zajęć z BWP-ami. Jedne z nich miały następujący przebieg.

Przed zajęciami zostaliśmy podzieleni na dwie grupki. Pierwsza w której byłem ja miała udać się na pas taktyczny BWP-em druga natomiast Starem. Podczas jazdy towarzyszyły nam bojowe krzyki wraz z każdym większym dołem:) Zajęcia miały polegać na dojechaniu BWP-em na określone miejsce, wybiegniecie z wozu i osłanianie go ogniem z kbkAKms. Po wykonaniu naszego zadania szybko wróciliśmy do wozu , zamknęliśmy włazy i jazda! W pewnym momencie BWP zatrzymuje się a ja bojowo krzyczę do „Suchego” siedzącego przy drzwiach „wypierdaaaaaaaalaj!!!”. Suchy otwiera drzwi i wyskakuje. Ja już nogi wystawiłem i BWP nagle ruszył. Ud ze drzwi nie zatrzasnęły się na moich nogach. Z tak otwartymi drzwiami jechaliśmy jakieś 200 metrów a biedny „Suchy” leciał za nami J. Jest naprawdę super. Na kolejnej godzinie zajęć idziemy w nieznanym kierunku na zajęcia z plutonowym J. Tam strzelamy po raz pierwszy z PK ("ślepakami"). Oczywiście na apelu w dniu następnym zajście z BWP-em było skomentowane przez majora H. Pouczył nas o zasadach bezpieczeństwa.

Nudne zajęcia w "penatgonie" przerwało wielkie wydarzenie - służba wartownicza. 2 dni przed służba zostaliśmy poddani sprawdzianowi pisemnemu z prawa użycia broni oraz praw i obowiązków wartownika.

Podchorążowie z WSO wiedzieli ze obejmujemy warte i w obawie przed nami woleli jednak nie opuszczać murów szkoły przez plotJ Przed wyjściem na odprawę zapakowaliśmy niezbędne rzeczy w plecaki. Na odprawie oficer dyżurny jednostki przepytuje nas wyrywkowo. Dały znać o sobie nerwy! Nawet „Doktor” który jak zawsze był wykuty na blachę wykazywał bardzo duże poddenerwowanie. Podczas odgrywania scenek sytuacyjnych dochodzi do komicznej sytuacji kiedy jeden z kolegów udających napastnika naprawdę uderzył ”Geografa” udającego wartownika w plecy, tak ze ten padł na ziemieJ Później o tym długo krążyły plotki wśród podchorążych WSO.

Następnie udajemy się na wartownie. Służbę przejmujemy od żołnierzy służby zasadniczej wiec wszystko idzie sprawnie.   Rozpakowujemy się i zaczynamy służbę. Mi przypadł w udziale posterunek 3 zmiana 2. Posterunek 3 to jest park sprzętu technicznego. Na posterunek wychodzę w godzinach: 21-23, 03-05, 9-11, 15-17. W nocy jest piekielnie zimno! Dobrze ze ubrałem na siebie kalesony oraz ocieplacz, podwójna parę skarpet i podwójne rękawiczki. Mój posterunek sąsiaduje z 2 wiec mogę sobie trochę pogadać z „Maliszem”. W pewnym momencie zauważyłem zbliżające się dwie postacie! Zdenerwowany zdjąłem karabin i krzyczę ”służba wartownicza – stój kto idzie!!!” nie słysząc odpowiedzi powtarzam regułkę. Po chwili okazuje się ze jest to patrol „Ucho” i „Geograf”. Chłopaki nieźle się przestraszyli, zresztą ja też! Później zwiedzamy w ciemnościach opuszczony zaniedbany i bardzo mroczny w tych ciemnościach parterowy budynek koszar. Według moich późniejszych dociekań była to kiedyś stajnia. Po każdym wyjściu mam około 1,5 godziny na sen w gorącej sypialni. Te 1,5 godziny to jakże mało ale wówczas wydawało mi się bardzo długo. Mogłem spokojnie odpocząć. Męczyła mnie natomiast zmiana czuwająca. Spędzało ja się w świetlicy z telewizorem na rozmowach z kolegami. Warta wiec upłynęła bez jakichkolwiek zgrzytów. Uważam ja za niebywale przeżycie. Po warcie która zdaliśmy około 20 idziemy się umyć i wychodzimy na miasto. Zmęczenie gdzieś znikneło, zastąpiło je chęć wyjścia i odreagowania poza mury jednostki. Udajemy się do pubu „13” Wreszcie można odpocząć posłuchać muzyki , wypić piwko i pograć w piłkarzyki! No i te Wrocławskie dziewczyny. Wracamy pozna nocą po raz pierwszy na piechotę. Jak się okaże jeszcze nie raz  z nocnych wyjść będziemy musieli wracać zimna nocą na piechotę do jednostki.

W niedziele wybieram się z kompanami z sali 18 na miasto. Pierwszy raz mam okazje zobaczyć centrum handlowe „Korona” w pobliżu jednostki. Następnie udajemy się do centrum. Tam podziwiam rynek. Jest to jedna z nielicznych okazji ponieważ rynek dane mi było podziwiać przeważnie nocą. Robię sobie zdjęcie pod słynnym „Bar-em”.  Udajemy się do „Galerii Dominikańskiej” a tam oddajemy się podziwianiu pięknych Wrocławianek. Tydzień później obejmuje pierwsza służbę, z piątku na sobotę. Jako dyżurny, podoficerem był „Doktor”. O 21.45 udaje się na odprawę dla dyżurnych u oficera dyżurnego jednostki. Tam dowiaduje się o swoich obowiązkach. Tuz po 22 zjawia się pomocnik oficera dyżurnego i sprawdza czystość w toaletach i ogólnie porządek na pododdziale. Na szczęście nie ma żadnych zastrzeżeń. 22.30  idę jako pierwszy spać co nie jest mi trochę na ręke, ale tutaj rządzi podoficer. Kiedy „doktor” przychodzi mnie obudzić o 1.30 w nocy myślałem ze go rozszarpie!!! Noc minęła mi szybko i spokojnie dzięki laptopowi „Doktora” Jeszcze rano sprzątam rejony zewnętrzne i mogę się położyć na 2 godzinki. Służbę wspominam jako cos bardzo meczącego. Pod koniec miałem już naprawdę dość ale nie przeszkadzało mi to w niczym aby wieczorem udać się do „Columbusa”. Właśnie to miejsce wspominam bardzo milo. Super muzyka super dziewczyny, eh. Z lokali jakie jeszcze we Wrocławiu odwiedziłem to miedzy innymi  "Parowóz". W lokalu tym bałem dwa razy i za każdym razem było super. Tutaj bawiłem się po raz ostatni we Wrocławiu. Nie będę opisywał wszystkich moich nocnych wypraw ale było tego trochę. Każde nocne wyjście na miasto wspominam bardzo miło i będę je miał długo w pamięci. Jedynym minusem były powroty na piechotę w zimna noc, ale to także miało swój urok. Ogólnie we Wrocławiu bawiłem się świetnie. Chyba tutaj właśnie odbiłem sobie czas studiów.

Nadszedł czas kiedy to nasza drużyna obejmowała pododdział alarmowy. Od godziny 18 przez 24 godziny mieliśmy być gotowi na każde wezwanie podoficera dyżurnego. Przed godzina 21.30 ogłoszono alarm i pododdział alarmowy miał 10 minut aby stawić się przy biurze przepustek. Tam już czekał na nas pomocnik oficera dyżurnego jednostki. Przepytał każdego ze znajomości numeru książeczki wojskowej, poinformował o naszych obowiązkach i nakazał być czujnym. Noc szczęśliwie upłynęła bez alarmu tak jak i cały dzien.

Milo wspominam zajęcia z jak to nazywaliśmy BWP-ów. Prowadzący uprzedził nas abyśmy zabrali ze sobą na zajęcia kiełbaski, chleb itp. Miało być po prostu piknikowo. I tak było! Naprawdę trójka prowadzących te zajęcia to nieźli goście. Zajęcia były prowadzono przy pięknej pogodzie na całkowitym luzie. Pokazano nam jak wyciągnąć utopionego w błocie BWP-a, oraz zasady działania wyciągarki w Starze. A później już ognisko i rozmowa na luzie. Bardzo miło wspominaliśmy te zajęcia tak samo jak zajęcia z topografii. Zostaliśmy na nie zabrani Starem. Następnie 40 minutowe wprowadzenie na pasie taktycznym i podział na dwie grupki. Zostaliśmy wywiezieni gdzieś w nieznanym kierunku i musieliśmy wrócić korzystając z mapy i busoli we wskazane miejsce. Jak to z nami bywało najpierw udaliśmy się pół kilometra w przeciwnym kierunku aby odwiedzić sklep w pobliskiej wsi. Wzbudziliśmy spore zainteresowanie wśród mieszkańców. A potem wymarsz do docelowego punktu. Trochę nam czasu to zajęło ale szczęśliwie dotarliśmy do celu.

Na zajęciach z majorem S. mieliśmy okazje zaznajomić się z materiałami wybuchowymi. Poznaliśmy budowę ładunku wybuchowego, sposób przyrządzania zapalnika oraz każdy z nas miał okazje odpalić swój ładunek wybuchowy. Przeżycie piorunujące!!! Najpierw sporządzenie zapalnika, następnie tyralierą 7 podchorążych podchodzimy do miejsca detonacji. Tam każdy kładzie swój ładunek. Odpala zapałkę i podpala lont. Następnie spokojnym krokiem oddalamy się na bezpieczna odległość. I nagle wybuch, kolejno liczymy jest 5. Odczekujemy 10 minut po czym wracamy na miejsce. Jedne z ciekawszych i emocjonujących zajęć.

Szybko w udziale przypadł nam kolejny pododdział alarmowy. Tym razem przed 22 i około 23 ponownie byliśmy wzywani do oficera dyżurnego jednostki. Za pierwszym razem zrobiliśmy to zbyt wolno według niego. Noc minęła spokojnie. W dzień mieliśmy zajęcia na poligonie. Niestety zapomniałem zabrać drugiego śniadania które nieraz ratowało mnie przed głodem na zajęciach. Głodny wkońcu doczekałem się obiadu. Pamiętam nawet co było. Kapuśniak, kotlet mielony smażona marchewka i prawdziwe ziemniaki. A do tego wszystkiego pączek. Zdążyłem skosztować jednej łyżki zupy gdy wpadł dyżurny z krzykiem ze za 10 minut mamy zbiórkę pod biurem przepustek!!! Zdążyłem chwycić tylko pączka i pobiegłem na kompanie wspominając obiad jaki mnie ominął. Gdy zdążyliśmy dobiec do biura przepustek, pomocnik oficera kazał nam ładować się Stara. Dowiedzieliśmy się ze będziemy gasić pożar na pasie taktycznym. I rzeczywiście po dojechaniu zobaczyliśmy duży ogień, z którym walka zajęła nam półtorej godziny. Dodam ze do walki posłużyły nam łopaty i resztki śniegu. Walczyłem z ogniem cały czas wspominając obiad. Po ugaszeniu ognia zostaliśmy zabrani pod stołówkę, gdzie dzięki interwencji pomocnika oficera wydano nam dodatkowe porcje obiadowe!!! Z ogniem przyszło mi walczyć jeszcze raz kiedy to zamiast instruktażu do służby u szefa kompani chwyciłem za łopatę i pobiegłem jako ochotnik gasić pożar tuz za parkiem sprzętu technicznego.

Na dwa tygodnie przed zakończeniem kursu przypadła mi druga służba. Eh bardzo starałem się jej uniknąć lecz się nie udało. Służby akurat wspominam najgorzej z całego szkolenia, mało snu, zmęczenie i znużenie. tym razem byłem podoficerem i odpowiadałem za porządek na kompanii. Udałem się na odprawę, na której szczęśliwie nie byłem odpytywany z moich obowiązków. Spotkałem tutaj byłego podchorążego SPR który odbywał właśnie 3 miesięczne przeszkolenie w ramach SOR. Trochę opowiedział mi o swoim szkoleniu i tego co może mnie czekać na praktykach. Około 22 idę na krotka odprawę oficera dyżurnego jednostki na której jestem pouczony o obowiązkach. Tym razem idę spać jako drugi co jest owiele wygodniejsze, także ze względu na to ze akurat w moim pokoju obywa się mała imprezka wiec i tak nie mógłbym spać. W nocy opisywałem zdarzenie które było dla mnie bardzo zastanawiające, a miało miejsce podczas jednej z imprezek organizowanych w sali 22. Jeśli kogoś interesują te wydarzenia może o tym poczytać tutaj. Podczas służby po raz pierwszy miałem do czynienia z wydawaniem i przyjmowaniem broni z magazynu. Na koniec służby wykazałem się mała złośliwością. A muszę zaznaczyć ze bardzo rzadko się denerwuje. Otóż przez cala służbę mój dyżurny migał się od pracy i wszystko było mu źle. Na koniec służby poprosiłem go po koleżeńsku by posprzątał dwie toalety. Zrobił to ale z wielka laska. Więc wyszedłem na  zewnątrz budynku, wybrudziłem swoje opinacze w błocie i tak przeszedłem się po każdej z toalet. Następnie poszedłem po dyżurnego, który był już przebrany do mycia! (heh) i kazałem mu posprzątać kible bo źle to zrobił. Z wielka łaską poszedł sprzątać a  jak zobaczył syf w kiblach chyba się zorientował ze to ja mu zrobiłem taką przysługę.

Miło wspominam sytuację w której po raz pierwszy przespałem około godziny w ubikacji. A zaczęło się od tego że wyszedłem do "pentagonu" do biblioteki. Tam spędziłem około pół godziny a gdy wróciłem na kompanię ani żywej duszy! Trochę zdziwiony poszedłem do ubikacji a tutaj dwa z trzech kibli zajęte. Pukam nikt nie otwiera i nie odpowiada. Zajrzałem z góry a w jednym siedział "Major" a w drugim "Kapral". Gdy mnie zobaczyli mówią żebym się schował do trzeciego kibla po cała kompania poszła sprzątać rejony zewnętrzne. Rzeczywiście gdy wyglądnąłem przez okno wszyscy w pocie czoła grabili liście. Więc schowałem się  do wolnego kibla i oddałem się przyjemnej drzemce. Spałem tak aż wszyscy wrócili. Wówczas bezpiecznie udałem się do sali.

Końcowy okres naszego pobytu w WSO wspominam jako męczące codzienne pisanie planów pracy i konspektów, których znajomość miał nam być niezbędna na praktykach. To jednak nie przeszkodziło nam w tym ażeby urządzić imprezkę w mojej sali o której dowiedział się sam komendant WSO!!! Co wówczas wyczynialiśmy wiedzą tak naprawdę tylko koledzy z kompani. A działo się oj działo!

Nieubłaganie zbliżał się czas egzaminów i naszego pożegnania  murami WSO. Straszono nas że jeśli nie zdamy egzaminów nie będziemy wysłani na praktyki lecz na normalna służbę zasadnicza. Osobiście w to nie wierzyłem, lecz byli tacy którzy przejęli się tym faktem bardzo. Egzaminy miały być bardzo ciężkie i sprawdzające nasza wiedze w każdym szczególe.

Na początku odbył się egzamin z WF-u. Podciąganie na drążku, brzuszki itd., oraz bieg na 3000m w mundurze. Musze się pochwalić ze udało mi się tutaj osiągnąć 4 czas a to dzięki wielkiej pomocy "Białego". Kolejne dwa dni to egzaminy teoretyczne które jak się okazało nie były takie straszne. Oczywiście wszyscy zdali.

Nadszedł dzień wyjazdu poprzedzony impreza w pobliskim "Drink Barze". Niektórzy jeszcze bardzo "wczorajsi" udali się na uroczysty pożegnalny apel, oraz rozdanie świadectw zakończenia Kursu Szkolenia Rezerw. Rozdanie świadectw odbyło się w sali kina. Następnie udajemy się na kompanie by do końca się rozliczyć. Sala została przez nas wypicowana na błysk. Wszystkie cywilne plecaki wynieśliśmy na korytarz. Nasza pusta sala wyglądała już jakoś bardzo obco. Żal mi się zrobiło opuszczać muru mojej kompanii. Jako pierwszy jakimś cudem udałem się po bilet i praktycznie mogłem już jechać do Szczecina. Jeszcze tylko dowódca drużyny sprawdził porządki w salach i dostałem w swoje ręce rozkaz wyjazdu. Paweł kolega ze Świnoujścia zadzwonił po taksówkę. Razem z nim oraz z Piotrkiem tez ze Świnoujścia pożegnaliśmy się z kolegami i pojechaliśmy na dworzec. Z Piotrkiem i Pawłem przypadło mi odbywać praktyki w JW1749 w Szczecinie. Praktyki na których według naszej kadry dane nam będzie zobaczyć prawdziwe wojsko.

 


 

Kantyna


 
w sieci od 02.12.03
 

     gg: 3075279

 

   e-mail

 



Opracowanie i treść © Wojciech Chałubiński

2003/2010