|
WSTĘP
Wydarzenia zawarte w mojej opowieści
miały miejsce naprawdę, w co jednak mało osób mi wierzy. Zaznaczam
ze jestem osobą stroniącą od alkoholu, ale mając właśnie z nim do
czynienia wydarzyła się sytuacja która zapadnie mi na bardzo długo
w pamięci. Długo analizowałem zajście sobotniej nocy i nasunęło mi
się skojarzenie ze złem i dobrem.
PRZYCZYNA
Otwierając puszkę z rybą która
dostałem na kolacji, poplamiłem sobie spodnie. Chcąc jak najszybciej
sprać plamy pobiegłem do łazienki. Po drodze jednak spotkałem Pawła
który zaprosił mnie do sali 21 na drinka. Paweł to super kolega wiec
nie mogłem odmówić. Wyprałem spodnie i zaszedłem do pokoju 21. Tam
już koledzy rozpracowywali spirytus. Szybko wkręciłem się w
atmosferę sobotniej imprezki na pododdziale. Około 21.40 zaszła do
nas dziewczyna z drugiej kompanii. Wówczas to wódka szybko się
skończyła. Akurat ze byłem najtrzeźwiej myślącą osoba zostałem
jednogłośnie wybrany na ochotnika mającego się udać po "zapasy".
Noc jednak bywa niebezpieczna wiec do pomocy wybrałem sobie
"Białego". Szybko przebrałem się w pożyczone od " Świra" spodnie i
udaliśmy się po "sprzęt".
WĘDRÓWKA
Po wyjściu z budynku zastała nas
ciemna noc. Gdzieniegdzie gwiazdy przebijały się zza małych chmur. W
powietrzu dało się wyczuć groźny chłód w połączeniu z zapachem
nadchodzącej wiosny. Lekko chwiejnym krokiem udaliśmy się w stronę
biura przepustek. Tam zostaliśmy przywitani czujnym, pełnym
podejrzeń okiem dyżurnego. Chyba podejrzewał że właśnie udajemy się
po "zapasy". Skierowaliśmy się w kierunku sklepu "Żabka" w którym to
mieliśmy szybko się zaopatrzyć. Niestety droga nam się pomyliła i
znaleźliśmy się w okolicy domków jednorodzinnych. Tam spotkaliśmy
idącą z psem kobietę. Niestety była bardzo wystraszona naszą
obecnością i nie uzyskaliśmy wskazówek co do znalezienia sklepu z
alkoholem. Nie zniechęcając się postanowiliśmy się wrócić. Akurat
nadjechał samochód z którego wysiadł starszy pan. Zapytany o sklep z
alkoholem kazał nam wrócić na ulicę Czajkowskiego a tam miał być
otwarty sklep. Szybko udaliśmy się we wskazanym kierunku jednak
przeczuwałem że sklep będzie zamknięty. Moje podejrzenia okazały się
słuszne. lekko już zrezygnowani wpadliśmy na pomysł aby udać się do
"samu" w którym to chłopaki z plutonu kupowali "winka dziadunia".
Niestety i ten sklep okazał się zamknięty. Na dodatek wiatr się
wzmógł i noc stała się jeszcze zimniejsza. Zmarznięci udaliśmy się w
kierunku dwóch dziewczyn które wyszły na papierosa z psami. Zapytane
o drogę do sklepu wskazały nam tylko stację benzynową w które można
kupić piwo i papierosy. Mieliśmy się udać w kierunku kościoła a z
tamtąd już tylko krok do stacji. Zmierzając w tym kierunku
spotkaliśmy lekko podchmieloną parę. Zapytani o sklep stwierdzili że
nic tutaj nie kupimy. Zasugerowali nam melinę na której można kupić
spirytus. Po namowie zgodzili się zaprowadzić nas tam zaprowadzić.
Okazało się że na melinie nikogo nie ma. To już nas dobiło
całkowicie a ponury widok cygańskich budynków dopełnił swego. Para
postanowiła nas wyprowadzić w kierunku stacji benzynowej.
ZŁO
Idąc ulicą po drugiej stronie
zauważyliśmy dwóch chłopaków. Zawołali do nas z zapytaniem czy nie
mamy papierosów. "Biały" odpowiedział że nie mamy ale szukamy
spirytusu, i za wskazanie miejsca gdzie można go kupić damy im
fajki. Goście przystali na propozycję. Jeden z nich starszy w
czarnej skórze, dobrze zbudowany z mordą bandziora powiedział że
zaprowadzi nas na melinę. Drugi z nich był młodszy, ubrany w jakiś
dres i dżinsy. "Biały" szybko wygadał że jesteśmy na przeszkoleniu
SPR. Ten groźniejszy spytał czy jesteśmy już podpici. Stwierdziliśmy
że tak. To jego pytanie wydało mi się podejrzane i już wówczas
zastanawiałem się czy facet nie chce zrobić nas "w huja". Szliśmy po
jakiś ciemnych zaułkach i coś mnie tknęło aby schować jeszcze
głębiej portfel. Weszliśmy wkońcu w jakąś ciemną bramę. Zrobiłem
krok w tył ponieważ chciałem mieć wszystkich na oku. Zbliżyliśmy się
do klatki schodowej, a wówczas ten groźniejszy zastrzegł abyśmy
nigdy tutaj sami nie przychodzili bo możemy jeszcze wpierdol dostać
a i tak nikt nic nam nie sprzeda. Weszliśmy do klatki i "Biały" dał
temu groźniejszemu 20 zł. Chciałem zaprotestować, aby dał pieniądze
po przyniesieniu spirytusu ale "Biały" cały czas na mnie krzyczał że
za dużo mówię więc się nie odzywałem. Ale już w tym momencie byłem
przekonany że facet nas przekręci. Moje podejrzenie umocniło się gdy
dziwnym tonem spytał się czy spirytus ma być na cukrze czy nie.
Facet ściemniał. Wchodząc do góry po schodach powiedział do kompana
aby ten zadzwonił do Kaśki. Później doszliśmy do wniosku że musiało
to coś oznaczać. Po chwili usłyszeliśmy jakiś łomot dochodzący z
góry. Czekaliśmy z 15 minut a spirytusu i gościa nie było. W tym
czasie jego koleżka zajmował nas rozmową. Po chwili stwierdził że
pójdzie zobaczyć co się dzieje z kolegą. Wszedł po schodach na górę
i znowu usłyszeliśmy łomot. Nasze podejrzenie co do przekrętu
utwierdziły się po wejściu na górę. Nikogo tam nie było.
Odczekaliśmy jeszcze z 20 minut i zeszliśmy na dół. Byliśmy
wkurwieni niemiłosiernie. Pieniędzy brak, wódka ani kupiona. W tym
momencie byliśmy całkowicie spłukani z pieniędzy "składkowych". Mi
zostało 10 zł do końca miesiąca, a "Białemu" też coś koło tej sumy.
Musieliśmy jednak coś kupić, żeby chłopaki z plutonu nas nie zabili.
Postanowiliśmy udać się do stacji benzynowej po piwo.
PRZEŁOM
Wyszliśmy z ciemnej bramy na ulicę.
Nie zastanawiając się pobiegliśmy w kierunku odjeżdżającego
autobusu. Kierowca na szczęście się zatrzymał i otworzył dla nas
drzwi. W autobusie spytaliśmy się jednego faceta jak dojechać do
stacji benzynowej. Okazało się że był to oficer pracujący w WSO.
"Biały" oczywiście opowiedział mu całą naszą historie. Wysiedliśmy
na przystanku będącym na wprost stacji benzynowej.
DOBRO
Po dojściu na stacje zrobiło się
jakoś jaśniej a zimna noc stała się cieplejsza. Wiatr ustał. Gdy
doszliśmy do stacji benzynowej podjechała taksówka z której wysiadł
starszy facet w okularach. Widać było że jest pijany. W ręku trzymał
reklamówkę. Podszedłem do niego i spytałem grzecznie czy nie wie
gdzie można kupić alkohol ponieważ jesteśmy w potrzebie. Facet
popatrzył na mnie i stwierdził że jeśli jesteśmy w potrzebie to on
nam da wódkę. Normalnie osłupiałem. W jednej chwili 2 gości robi nas
w huja, a w drugiej facet nas ratuje dając nam wódkę po którą
zostaliśmy wysłani. Z radości chciałem go ucałować ale zdecydowanie
się obruszył:) Byliśmy szczęśliwi. Zaproponował że musimy wypić z
nim po piwie. Dosłownie nie wiedziałem co powiedzieć. Weszliśmy do
sklepu. Pan Rysiek, bo tak miał na imię nasz wybawca kupił dla nas
po jednym piwie oraz paczkę papierosów (którą także mieliśmy kupić!)
oraz dał nam resztę około 16 zł. Wyszliśmy ze stacji udając się na
jej tyły. Tam "Biały" oraz pan Rysiek wypili po piwie. Ja natomiast
swoje schowałem na pamiątkę. Niestety mieliśmy przepustkę do 12 w
nocy i musieliśmy już wracać. Pan Rysiek był bardzo niezadowolony że
tak szybko musimy iść, więc wygłosił nam jeszcze pogadankę na temat
dobra i zła. Zostawiliśmy go pijącego piwo. Kiedy obejrzałem się w
kierunku pana Ryśka chcąc go jeszcze raz zobaczyć, jego już tam nie
było. Zniknął tak szybko jak nagle się pojawił. Wracając
przeżywaliśmy z "Białym" całą tą sytuację nie mogąc w to uwierzyć.
"Biały" żałował swojej głupoty i tego jak łatwo dał się zrobić w
konia. Ja natomiast zastanawiałem się jak to możliwe że w jednej
chwili dwaj goście nas obrabiają by w drugiej starszy pan ratował
nam skórę dając nam rzeczy po które zostaliśmy wysłani.
POWRÓT
Po powrocie na pododdział impreza
dobiegała już końca. Koledzy wyrazili swoje niezadowolenie z tego że
tak długo nas nie było. "Biały" opowiedział wszystkim naszą historię
lecz nikt w to nie uwierzył.
ZAKOŃCZENIE
Na pamiątkę całego zdarzenia
zostawiłem sobie piwo które dostałem od pana Ryśka. Na jej spodzie
nakleiłem karteczkę z datą. Piwo obiecałem sobie wypić gdy będę w
ciężkiej sytuacji. Może wówczas pan Rysiek wyciągnie znowu do mnie
pomocną dłoń.

|