Kurs Szkolenia Rezerw


unitarka

wojskowe życie

praktyki

galeria

dźwięki

twórczość Cezarego


Ćwiczenia wojskowe w rezerwie


8 Batalion Saperów Marynarki Wojennej w Dziwnowie


Kurs Przeszkolenia Kadr Rezerwy Dowódców Kompanii Zmechanizowanych


Oficerskie pagony


Mianowanie na pierwszy stopień oficerski Wojska Polskiego



8 Batalion Saperów Marynarki Wojennej w Dziwnowie




krótkotrwałe ćwiczenia wojskowe

06.10.2003 - 17.10.2003

Nie zapomniałem na dobre o mojej przygodzie z wojskiem a już zostałem powołany na krótkotrwałe ćwiczenia wojskowe w rezerwie.

Miejsce ćwiczeń to 8 Batalion Saperów Marynarki Wojennej w Dziwnowie.

W jednostce miałem się stawić do godziny 8. Połączenie z Dziwnowem miałem jednak bardzo kiepskie więc przybyłem do jednostki wieczorem, dzień wcześniej. Wywarło to wielkie zdziwienie u oficera dyżurnego do którego zostałem od razu skierowany z biura przepustek. Jakiś sierżant stwierdził „rezerwista i dzień wcześniej - dziwne!, my tu raczej spodziewamy się spóźnień”. Zostałem skierowany na Kompanie Pomostów Pływających gdzie dostałem całe oporządzenie. Zdziwił mnie bardzo wzór munduru a mianowicie poczciwa stara „żaba” To już dało mi do myślenia i przeczuwałem że to już nie będzie to samo co SPR. Później okazało się że miałem niestety racje. Na kompanii znajdował się jeden pluton. Spokój i cisza. Żołnierze służby zasadniczej nie byli zachwyceni tym iż będą gościć u siebie rezerwistów. Zresztą to samo dało się wyczuć u kadry a szczególnie u szefa kompani. Noc spędziłem sam w 10 osobowej sali ze spiętrowanymi wozami.

Na drugi dzień zaczęła zjeżdżać się „kadra”. Miałem chyba całkowicie odmienną wizje tych ćwiczeń. Myślałem że kadrę będą stanowić oficerowie rezerwy bądź co najmniej podchorążowie tak jak ja. Tak jednak nie było. Kadra to starsi szeregowi oraz kaprale. Przedział wiekowy 27 - 40 lat. Zostali przydzieleni do mojej sali. Kiedy zaczęło się rozpracowywanie pierwszej flaszki udałem się do sztabu z prośbą o przydzielenie innej sali. Tam powiedziano mi że to jest sprawa szefa kompanii i oni nie są od załatwiania takich spraw. Telefonicznie skontaktowano się z szefem kompanii z nakazem przydzielenia mi oddzielnej sali. Może wyglądało to tak że uderzyła mi głowa sodowa z powodu mojego stopnia ale co tam! Dostałem salę którą zajmował starszy szeregowy będący na kontrakcie. Dwa wozy, radio, telewizor i co najważniejsze dmuchawa grzewcza. Kiedy przyszedłem po swoje rzeczy do sali zajmowanej przez kadrę wywołało to ich niezadowolenie. W tym momencie zostałem wyalienowany.

Na posiłki chodziliśmy do kasyna które na nieszczęście znajdowało się poza jednostką. Droga do kasyna zajmowała około 10 minut. Jako najwyższy stopniem musiałem prowadzić grupę na posiłki. Pech chciał że niedaleko kasyna znajdował się sklep spożywczy. Nie byłem w stanie powstrzymać rezerwistów do udania się na piwko. Zresztą jak tu wydawać rozkazy facetowi który mógłby być moim ojcem. W taki oto sposób nasze wyjścia na posiłki znacznie się przedłużały. Najgorsze jednak miało nadejść wraz z pojawieniem się pozostałych rezerwistów. Wyjścia do kasyna były dla mnie wręcz męczarnią. Utrzymanie kolumny czwórkowej graniczyło z cudem. Przez to właśnie wiele razy dostałem “opierdol” przy bramie głównej. Rezerwiści robili mi po prostu na złość. Do tego ciągłe docinki na temat moich pagonów. Nie wiem bolało ich może że taki szczun może mieć wyższy stopień od nich. Po posiłkach rezerwiści zawsze udawali się do sklepu po “zaopatrzenie”. Nie było sposobu by nad tym zapanować. Na domiar złego podczas jednego z powrotów z kasyna za bramą jednostki zostaliśmy zatrzymani przez oficera sztabowego. Nakazał mi ustawić wojsko a następnie wygłosił pogadankę że to jest wojsko i jak mają się rezerwiści zachowywać bo przecież swoim wyglądem dają przykład żołnierzom służby zasadniczej. Na koniec podszedł do mnie i na oczach wszystkich uścisnął mi rękę i pogratulował wytrwałości. To całkowicie przekreśliło mnie w oczach rezerwistów, mi natomiast dało pewną satysfakcję.

Pierwsze trzy dni były przeznaczone na szkolenie kadry. Odbywały się jak zwykle wykłady oraz został przeprowadzony trening strzelecki z P83. Na początku trzeciego dnia pobytu zaczęli zjeżdżać się pozostali rezerwiści. Rozpiętość wiekowa duża od 27 do 45 lat. Czwartego dnia byliśmy w komplecie. No prawie bo dwóch rezerwistów absolutnie nie miało ochoty stawiać się na ćwiczenia.

Ogółem na ćwiczeniach było 69 rezerwistów. Byliśmy podzieleni na trzy plutony. Ja zostałem dowódcą drugiego.

Celem ćwiczeń było utworzenie pomostu pływającego PPM-71 który miał posłużyć do załadowania i wyładowania sprzętu bojowego na okręt desantowy z plaży.

Ćwiczenia były podzielone na części praktyczne oraz teoretyczne. Jak zwykle nudne wykłady na których spałem. Zajęcia praktyczne były o wiele ciekawsze. Na początku mieliśmy za zadanie łączenie pontonów. Później tworzyliśmy także promy pływające. Jednym z takich promów z załadowanym Starem 266 pływaliśmy po rzece Dziwnie. Na kolejnych zajęciach które odbywały się na plaży mieliśmy przygotować plażę do ćwiczeń kończących. Bardzo miło wspominam zajęcia na których po raz pierwszy wypłynęliśmy pomostem pływającym o długości około 100 metrów holowanym przez kuter na rzekę Dziwnę.

Na następnych zajęciach mieliśmy przepłynąć pod mostem zwodzonym. Most ten zawsze był otwierany o wyznaczonych godzinach. Na pomoście pływającym musiało panować zgranie tak abyśmy nie uderzyli w przęsła mostu. Niestety jeden raz tak się stało a to za sprawą faceta obsługującego most. W ciemnościach chyba nas nie zauważył i za wcześnie zamknął most. Kuter który nas holował odbił w lewo i uderzył w przęsło tym samym nas ściągając. Bujało nieźle ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Jedne z ostatnich zajęć odbyły się po obiedzie przy pięknej słonecznej pogodzie. Wówczas to musieliśmy przez około pół kilometra taszczyć łodzie desantowe wraz z silnikami zaburtowymi w miejsce zajęć. Niestety silniki szybko odmówiły posłuszeństwa i nie mogliśmy przeprowadzić prawidłowo zajęć. Wówczas ktoś rzucił pomysł abyśmy się łodziami ścigali do falochronu i z powrotem. dwie pary wioseł na łódź i jazda! Zabawa była przednia. Niestety jedne z nielicznych zajęć które miło wspominam z tych ćwiczeń.

Końcowego celu ćwiczeń ze względu na utrzymujący się zbyt duży wiatr a co za tym idzie niespokojne morze nie udało się wykonać. Dowódca jednostki nie podjął ryzyka wypuszczenia nas w morze. Zaliczenie ćwiczeń zakończyło się tylko egzaminem który obejmował część teoretyczną oraz strzelanie z kbkAKms.

Na koniec dwutygodniowych ćwiczeń odbył się apel na którym dowódca jednostki podziękował nam za udział w ćwiczeniach. Wszystkich oprócz mnie awansował na wyższy stopień. Mi dostała się pochwała w rozkazie dziennym dowódcy jednostki.

Po apelu upragniony wyjazd do domu. Naprawdę poczułem wielką ulgę gdy przekroczyłem bramę jednostki. Ogólnie większość rezerwistów miała „gdzieś” te ćwiczenia. Zdarzały się nieliczne wyjątki. Sytuację jaka panowała podczas tych ćwiczeń może przedstawić takie oto zdarzenie gdy szliśmy na posiłek. Wymarsz odbywał się po zajęciach spędzonych w ulewnym deszczu. Gdy ogłosiłem zbiórkę na obiad jeden z rezerwistów ubrał się w spodnie od pidżamy skarpety tenisówki i bechatkę. I tak oto przyodziany ustawił się w kolumnie. Oczywiście przed bramą zostaliśmy zatrzymani. Kiedy oficer dyżurny spytał co to za ubiór rezerwista odparł że wszystko ma mokre i boi się przeziębić. Śmiesznie to wyglądało kiedy w kasynie wszyscy jedli obiad w mundurach a on w pidżamie.

Tak  więc z wielką ulga opuściłem jednostkę i raczej będę się bronił rękoma i nogami przed kolejnymi krótkotrwałymi ćwiczeniami rezerwy w jednostkach wojskowych.

Poniżej zamieszczam jedyne zdjęcie wykonane podczas tych ćwiczeń.


 

Kantyna


 
w sieci od 02.12.03
 

     gg: 3075279

 

   e-mail

 

 



Opracowanie i treść © Wojciech Chałubiński

2003/2010